Film poleciła mi przyjaciółka i muszę przyznać,że nie mogłam się za niego zabrać ze względu na brak czasu.Aż w końcu udało mi się,po małych przeciwnościach losu,go zobaczyć.
Josh Wheaton,w roli Shane Harper,rozpoczyna studia.Jednym z przedmiotów,który musi zaliczyć jest filozofia.Podczas pierwszych zajęć profesor Radisson (K. Sorbo),który jest zażartym ateistą,stawia studentom ultimatum: muszą na kartce napisać,że Bóg umarł w przeciwnym razie pożegnają się z dobrą oceną. Wszyscy studenci postanowili spełnić warunek zaliczenia i napisali na kartkach "God Is Dead",jednak Josh jako jedyny sprzeciwił się profesorowi i odmówił złożenia takiej deklaracji.Wzburzony Radisson wyznaczył chłopakowi nowe zadanie: musi udowodnić istnienie Boga,posługując się racjonalnymi argumentami i przekonać do tego resztę studentów.W innym przypadku obleje kurs z filozofii.Jak się z czasem okazuje,Josh nie może liczyć na niczyje wsparcie,a nawet najbliżsi nie kryją niezadowolenia z przyjęcia przez niego tego wyzwania.Chłopak orientując się,że wszyscy się od niego odwrócili,zaczyna wątpić czy faktycznie jest w stanie zrealizować swoje zadanie.
Film jest bardzo pozytywny,a jego główną zaletą jest fakt,że przedstawia argumenty za i przeciw istnieniu Boga.Dzięki czemu według mojej opinii nie jest on przeznaczony jedynie dla osób wierzących,a wręcz polecałabym go osobom,które nie są przekonane o istnieniu Boga.
Co więcej,w filmie wątek Josha i Radissona jest wątkiem głównym,jednak nie jedynym. Pojawia się tam kilku bohaterów,którzy również stoją na życiowym rozdrożu,borykając się z przeróżnymi,życiowymi problemami.

Prosiłam wielokrotnie o usunięcie mojego wpisu, który ukradłaś albo chociaż o podanie źródła. Nie spełniałaś żadnej z tych próśb, w dodatku usuwając komentarze. Zgłaszam sprawę wyżej.
OdpowiedzUsuńhttp://patrycjaguzek.blogspot.com/2014/11/bog-nie-umar-gods-not-dead-recenzja.html